zhp.pl

Start Wędrownictwo Obozy wędrowne Obóz wędrowny na Litwę i Łotwę – HWDW “Halny”

Obóz wędrowny na Litwę i Łotwę – HWDW “Halny”

UDOSTĘPNIJ
, / 152
Obóz wędrowny na Litwę i Łotwę – HWDW “Halny”

Jak zrobić obóz wędrowny za granicą?edycja Litwa i Łotwa

Obóz w skrócie:

Organizator: Hufcowa Warszawska Drużyna Wędrownicza „Halny”, Hufiec Praga-Północ

Kadra: komendant, opiekun, dwóch oboźnych

Uczestnicy: 12 osób podzielonych na dwa patrole (dziewcząt i chłopców)

Czas trwania: 14 dni

Marsztruta: Warszawa – Kowno – Wilno – Dyneburg – Ryga – Sigulda – Ligatne – Jurmała – Kemeri – Ryga – Warszawa

Przygotowania:

Pracę nad obozem zaczęliśmy w marcu, zaczynając od wyboru miejsca. Wiedzieliśmy, że chcemy jechać poza granicę kraju, więc zaczęliśmy od ustalenia do którego państwa się wybieramy i co w nim chcielibyśmy zobaczyć. Po różnych zawirowaniach padło na Litwę i Łotwę. Dlaczego dwa? Wydawało nam się, pół obozu na jedno państwo wystarczy, ale nic bardziej mylnego! Pod koniec obozu doszliśmy do wniosku, że warto wybrać jeden kraj i spróbować

poznać go dogłębnie, bo okazało się, że mimo niewielkich rozmiarów i Litwa i Łotwa kryją wiele pięknych miejsc!

Decydując się na kierunek podróży przeszliśmy do podziału obowiązków. Podzieliliśmy się na grupy zajmujące się konkretnymi działkami. Poniżej przedstawiamy ten podział wraz z krótkim opisem każdej z jego części. (Szczegółowe dane znajdą się w opisie obozu.)

  • Program

Podzieliliśmy program na program po mieście i na wędrówki po parkach narodowych. Na początku sprawdziliśmy co warto zobaczyć i zrobiliśmy zestawienie najciekawszych miejsc. Za zwiedzanie każdego miasta była odpowiedzialna inna osoba. Również każda trasa była przygotowywana przez jedną osobę. Ostatecznie zobaczyliśmy cztery miasta i wędrowaliśmy po dwóch parkach narodowych, jednak każdy był odpowiedzialny za program, ponieważ podzieliliśmy się między sobą na przygotowanie informacji o zabytkach lub też przygotowaniu gier miejskich w celu podjęcia się bardziej kreatywnego zwiedzania.

W ramach programu podjęliśmy się też przygotowania służby, jednak wiąże się ona z inną, niżej opisaną działką organizacyjną.

  • Noclegi

Kiedy ustaliliśmy już w jakie miejsca jedziemy należało ustalić gdzie będziemy spać. Zwróciliśmy się do skautów litewskich i łotewskich w poszukiwaniu baz skautowych. Znaleźliśmy również drużynę harcerską, która zorganizowała nam nocleg w polskiej szkole. Pomocni okazali się również Polacy mieszkający poza granicami kraju – w prawie każdym miejscu mieliśmy możliwość spania w polskiej szkole i byliśmy bardzo ciepło przywitani! Oprócz tego sprawdziliśmy pola namiotowe w okolicach parków narodowych. Uwaga, wiele z pól namiotowych nie ma swojej strony internetowej, a te niestrzeżone zazwyczaj nie są oznaczone na mapach Google, a jedynie na lokalnych mapach turystycznych, które są dostępne w punktach informacyjnych w miasteczkach, lecz niestety rzadko kiedy pojawiają się w internecie.

  • Transport

Czyli wszelkie połączenia autokarami, pociągami lub komunikacją miejską. Na naszym obozie zrobiliśmy masę kilometrów, więc była to bardzo odpowiedzialna i trudna działka. Transport często okazywał się kluczowy w kwestii planowania noclegów oraz modyfikowania programu, więc niejednokrotnie trzeba było planować przejazdy na wiele różnych sposobów, szukając tego najlepszego. Warto też odszukać uniwersalnych wyszukiwarek połączeń w danym kraju: występują nie tylko portale typu „e-podróżnik”, ale również oficjalne strony państwowych kolei lub komunikacji samochodowej.

  • Wyżywienie

Zaplanowaliśmy wyżywienie z wyprzedzeniem. Ekipa odpowiedzialna wymyśliła na każdy dzień inny posiłek razem z dokładną ilościową rozpiską czego ile trzeba kupić, żeby wykarmić całą grupę głodnych harcerzy. Rozpiska wymagała dopasowania do szczegółowej ramówki obozu, żeby uwzględniać dostępność sklepów (np. w trakcie wędrówek) jak również oceny ile czasu każdego dnia możemy poświęcić na gotowanie obiadu i w związku z tym jak pracochłonny może on być.

  • Kontakt ze skautami, harcerzami lub innymi sojusznikami

Bardzo ważnym celem naszego obozu było poznanie nowych ludzi i środowisk zagranicznych, dlatego od razu zaczęliśmy szukać kontaktu do skautów jak również próbując dotrzeć do środowisk polonijnych – nie tylko harcerskich. Naszym sojusznikiem była również Ambasada RP w Rydze, która otworzyła nam kontakt z dyrektorami polskich szkół i pomoc w wielu innych sprawach. Choć w naszym przypadku było to szczęście, bo jeden z pracowników Ambasady okazał się być instruktorem z naszego Hufca, to warto spróbować uzyskać wsparcie Ambasad w innych krajach kontaktując się z nimi całkowicie z zewnątrz.

  • Dokumentacja

Odpowiedzialna była u nas za nią komendantka obozu, natomiast jest to coś o czym trzeba pamiętać w planowaniu obozu, bo najgorsze co może się zadziać to cała praca na marne przez to, że któryś z dokumentów nie został zatwierdzony na czas, dlatego warto wszystkie formalności dopiąć odpowiednio wcześnie!

Harmonogram:

W planowaniu pracy nad obozem warto wziąć poprawkę na to, że wiele rzeczy może się zmieniać na bieżąco i trzeba je stale uaktualniać. Należy też brać poprawkę na to, że wiele rzeczy dzieje się równocześnie i wiele rzeczy jest nie do przewidzenia, natomiast u nas wyglądało to mniej więcej tak:

Marzec:

1) wybór miejsca obozu oraz wstępne założenia: co chcemy zrobić, zobaczyć, itp.

2) decyzja o czasie trwania i terminie obozu

Kwiecień:

  1. PROGRAM: Rozdzieliliśmy między siebie pierwsze zadania, żeby ustalić co nas interesuje i co ciekawego można zobaczyć w każdym z krajów. Jedna osoba zajmowała się zwiedzaniem Wilna, druga Rygi, trzecia podjęła się prowadzenia po Kownie, inne dwie osoby ustalały które z Parków Narodowych chcemy odwiedzić.

  2. TRANSPORT: Następnie ustalaliśmy kolejność trasy, żeby móc dobrać odpowiednie środki transportu. Za przejazdy na większe odległości odpowiadała jedna osoba, a za transport w zakresie miast (np. komunikację miejską) osoby przygotowujące program zwiedzania danego miasta.

  3. ZAKWATEROWANIE: Równocześnie powstała 3 osobowa grupa, która miała wyszukać najtańsze i najkorzystniejsze lokalizacyjnie miejsca noclegowe. Zadaniem grupy było również skontaktowanie się z tamtejszymi skautami, harcerzami lub Polonią.

  4. WYŻYWIENIE: Przydział dostała również ekipa odpowiedzialna za jadłospis, która najpierw zebrała informacje od wszystkich deklarujących się uczestników na temat tego co lubią, czego nie lub na co są uczuleni.

  5. PODSUMOWANIE czyli pierwszy dokładny plan ramowy obozu i preliminarz, czyli zatwierdzona trasa i koszt HALu. W naszym przypadku obóz trwał 14 dni i jego koszt wynosił 1100 złotych.

  6. Rusza również FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY dla ostatecznej, w 100% potwierdzonej ekipy, która rusza na obóz.

Maj:

  1. SPOTKANIE OBOZOWE: ponieważ mamy już ustalone dosyć rozbudowane ramy obozu pora spotkać się ponownie, przegadać dotychczasowe ustalenia i wziąć się za szczegóły:

    • zwiedzanie – każdy uczestnik ma za zadanie przygotować informacje o którymś z elementów programowych, tzn. wcielić się w rolę przewodnika (najlepiej w kreatywny sposób: np. gra miejska) lub przestudiować mapę Parku Narodowego, aby później prowadzić nas po szlakach. Powstała formatka, do której każdy się wpisał i miał całe 2 miesiące na przygotowania.
    • służba – mając już pewien zarys tego z kim będziemy mogli się spotkać, postanowiliśmy wykorzystać sytuację i zastanowić się nad tym co możemy zrobić, żeby zrealizować mądrą służbę: Akcja dla Polonii? Wspólne działanie z tamtejszymi harcerzami lub skautami? Dbanie o pamiątki narodowe? Opcji było wiele i należało się nad tym wspólnie zastanowić i poszukać różnych potrzeb środowiska lub ciekawych możliwości.
    • sprzęt – ustaliliśmy również czego nam potrzeba w zakresie kwatermistrzowskim, tj. namiotów, palników, garnków, apteczek, ale też rzeczy mniej oczywistych, czyli np. prezentów dla osób, które będziemy odwiedzać.

Czerwiec:

  • Nareszcie utworzyliśmy obozowe subkonto i otwieramy PŁATNOŚCI za obóz w dwóch ratach. Wszystkie wpłaty mają zostać wykonane na miesiąc przed rozpoczęciem obozu.

  • Rusza również zbieranie DOKUMENTÓW, czyli kart kwalifikacyjnych i warunków uczestnictwa.

  • Pojawia się również szczegółowa BROSZURA INFORMACYJNA dla rodziców zawierająca koszty, trasę, datę i miejsce przyjazdu i powrotu oraz planowane zajęcia obozowe. Warto zebrać wszystkie najistotniejsze informację do jednego miejsca – rodzice zazwyczaj nie mają dostępu do naszych grup lub wydarzeń facebookowych, dlatego taki dokument zewnętrzny może bardzo ułatwić przepływ informacji.

  • Zamykamy również kwestie FORMALNOŚCI, czyli zdajemy z bezpiecznym marginesem czasu wszystkie dokumenty do Chorągwi i zgłoszenie do Kuratorium Oświaty. (Komendantom – studentom szczególnie zalecam zrobienie tego przed sesją…)

Lipiec:

  • Zakup większości biletów autobusowych lub kolejowych oraz rezerwacje lub potwierdzenia noclegów. Poniżej adresy stron, na których można wyszukać i niekiedy kupić online bilety na połączenia dalekobieżne.

Bilety autobusowe na terenie Litwy: https://www.autobusubilietai.lt/
Bilety autobusowe na terenie Łotwy: https://www.1188.lv/en/transport
Połączenia kolejowe na terenie Łotwy: https://www.pv.lv/en/

  • Z Polski na Litwę korzystaliśmy z usług LuxExpressu:

    https://luxexpress.eu/pl, a z Łotwy do Polski jechaliśmy liniami Ecolines: https://ecolines.net/pl/pl

  • Przydatna sprawa dla osób, które jadą na obóz wędrowny po raz pierwszy: przygotowanie listy rzeczy do spakowania. Najlepiej dla takich osób zrobić spotkanie z pakowania plecaków: nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że to co spakuje będzie później nosił.

  • Zbiórka dotycząca sprzętu: podział uczestników między namiotami, ustalenie osób odpowiedzialnych za dbanie o nie i sprawdzanie stanu sprzętu – czy coś jest uszkodzone, czy coś trzeba naprawić lub dokupić.

I nareszcie SIERPIEŃ!, czyli przechodzimy do relacji z naszego obozu.

Opis obozu:

3.08  Wyjeżdżamy z Warszawy do Kowna o godzinie 23:55. Jedziemy czternastoosobową załogą – dwunastu uczestników plus dwie osoby kadry. Jedziemy przez noc, nie chcąc marnować dnia i…

4.08 … o godzinie 7:00 jesteśmy na miejscu! Kwaterujemy się na bazie u skautów litewskich (Lietuvos skautija, kontakt: info@skautai.lt, koszt noclegu: 2 za osobę na noc)  i ruszamy na zwiedzanie miasta, które prowadzi Radek, jeden z wędrowników. Szybko odkrywamy czołówkę litewskich sklepów spożywczych i w trakcie całego obozu (bo te same sklepy są również na Łotwie!) robimy zakupy w dwóch supermarketach: Rimi i Maximie. Maxima posiada możliwość wyrabiania sobie samodzielnie faktury online z otrzymanego paragonu na stronie: http://saskaitos.maxima.lt/.

Baza skautowa zapewniła nam nie tylko WiFi, prysznice i zaplecze kuchenne, ale również miejsce ogniskowe razem z dostępem do drewna i siekierkami, wobec tego wieczorem mogliśmy rozpalić ogień i rozpocząć obrzędowo naszą przygodę. :)

Jeżeli kupujecie bilety on-line od przewoźnika Kautra – biuro tej firmy znajduje się na dworcu autobusowym w Kownie, gdzie możecie otrzymać fakturę za zakupione bilety.

5.08 Ruszyliśmy z samego rana z Kowna do Rumszyszek, miejscowości oddalonej o 25 kilometrów od Kowna, żeby tam zwiedzić największy skansen na Litwie. Okazało się jednak, że w tym samym czasie odbywał się tam festiwal muzyczny (na miarę polskiego Open’era) i teren był zamknięty dla zwiedzających. Lekcja o tym, że warto wczytywać się dokładniej w programy zwiedzanych placówek przyszła szybko! Na szczęście jest metoda harcerska, gry i wiele innych form do wypełnienia czasu, choć mimo wszystko szkoda, że nie wykorzystaliśmy miejsc, które były na miejscu.

6.08 W godzinach porannych wsiedliśmy w autobus do Wilna. Spaliśmy w Gimnazjum im. Władysława Syrokomli, gdzie przyjęła nas 1. Wileńska Drużyna Harcerzy „Trop” im. Andrzeja Małkowskiego. Z chłopakami skontaktowaliśmy się przez ich fanpage na Facebooku, a oni zajęli się zorganizowaniem dla nas noclegu, a nawet zaoferowali się, żeby pokazać nam miasto poprzez wspólną grę harcerską! Zanim jednak spotkaliśmy się z nimi – sami ruszyliśmy na zwiedzanie miasta według tras, które przygotowali wędrownicy. Zaczęliśmy od budynku parlamentu, historycznego więzienia, filharmonii oraz odwiedziliśmy Muzeum KGB (koszt: 1€ dla uczniów i studentów), gdzie mogliśmy zobaczyć oryginalne cele wraz z wyposażeniem, jak i miejsca tortur i wielu innych okrucieństw. Bardzo ciekawie opracowana wystawa, którą naprawdę warto zobaczyć. Następnie ruszyliśmy w stronę głównego placu Wilna, na którym znajduje się Katedra Wileńska i Zamek Królewski, aby później wybrać się na wzgórze, z którego roztacza się panorama miasta: wzgórze Giedyminia wraz z ruinami wieży, która pełni rolę symbolu miasta. Ponieważ była to niedziela, po zejściu ze wzgórza, udaliśmy się na Mszę Świętą w parafii polskiej w starym mieście (Kościół Świętego Ducha, msze przez cały dzień od 8:00 do 18:00).

Po Wilnie poruszaliśmy się pieszo. Nasz nocleg był oddalony o ok. 20 minut pieszo od największych atrakcji miasta, więc nie musieliśmy pokonywać wielkich odległości, żeby móc zwiedzić miasto. Komunikacja miejska w Wilnie wymaga zakupu karty dla każdej osoby (której koszt wynosi ok. 1,5€) i następnie nabicia na tę kartę odpowiedniej taryfy dla wybranej liczby przejazdów. Nie znaleźliśmy możliwości zakupu zwykłych, jednorazowych biletów papierowych.

7.08 Kontynuowaliśmy nasze zwiedzanie w dalszej części starówki. Druhna Patrycja przygotowała dla nas grę polegającą na odszukiwaniu charakterystycznych miejsc na podstawie zdjęcia je przedstawiającego, nie używając map Google, a pytając się miejscowych lub turystów – z większością osób bez problemu można było się porozumieć po polsku, często lepiej niż po angielsku. Gra prowadziła nas wszystkich w jedno miejsce: Cmentarz na Rossie, gdzie odwiedziliśmy grób Józefa Piłsudskiego i sam cmentarz, którego zobaczenie jest sporym przeżyciem. Po powrocie i przygotowaniu obiadu spotkaliśmy się z naszą zaprzyjaźnioną drużyną wileńską, która zabrała nas na grę. Pomieszaliśmy się w patrolach i poznaliśmy z chłopakami z drużyny, więc późniejsze pląsy i gry przy świeczkowisku były tym bardziej przyjacielskie, skoro przełamaliśmy już pierwsze lody. Ciężko się było z nimi rozstać, więc wspólne śpiewanki trwały i trwały i bez przesady można powiedzieć, że to spotkania z innymi harcerzami pozostawiają najcieplejsze wspomnienia!

8.08 Z samego rana ruszyliśmy z Wilna do Troków, zostawiając swoje bagaże w skrytkach na dworcu kolejowym w Wilnie (koszt za przetrzymanie bagażu przez dobę wynosi 3za dużą skrytkę, a w każdej mieściło się do czterech plecaków). Było to wygodne rozwiązanie, ponieważ na zamku w Trokach nie było miejsca na przechowanie plecaków, a zwiedzanie ciasnych korytarzy z 50 litrowymi plecakami mogłoby się skończyć źle.

Na dworcu autobusowym w Wilnie znajduje się biuro firmy przewozowej Toks, gdzie możecie otrzymać fakturę za bilety kupione on-line.

Przespacerowaliśmy się po niewielkim miasteczku i zwiedziliśmy historyczny zamek, po wszystkim próbując lokalnych kibinów (wypiekane ciasto w kształcie pieroga z różnymi rodzajami farszu) i wróciliśmy do Wilna, żeby tam wsiąść w autobus do Zarasai. Był to tylko przystanek na drodze do Dyneburga, do którego dojechaliśmy dzięki wynajętemu prywatnie busowi. Kontakt do przewoźnika otrzymaliśmy od Dyrektor szkoły, do której się kierowaliśmy, a zrobiliśmy to dlatego, że połączenie Wilno-Dyneburg było w tym czasie obsługiwane wyłącznie przez linię Ecolines i jedne przewozy były niewspółmiernie drogie, a te tańsze przyjeżdżały na miejsce o bardzo późnej porze. To utrudnienie wynikało z tego, że droga na granicy litewsko-łotewskiej przechodziła gruntowny remont, przez który pomniejsi przewoźnicy zlikwidowali znaczną ilość przejazdów na tej trasie.

W Dyneburgu spaliśmy w Państwowym Gimnazjum Polskim im. Józefa Piłsudskiego. Kontakt do uroczej pani Dyrektor Haliny Smulko otrzymaliśmy dzięki wsparciu Ambasady RP na Łotwie, która zaznajomiła nas z faktem, że to miasto jest miejscem zamieszkania największej grupy Polonii na Łotwie i że tam właśnie działa jedyna polska drużyna harcerska. Nie mogliśmy ich zatem nie odwiedzić! Pani Smulko przyjęła nas z wielką gościnnością – szkoła zapewniła nam nocleg w sali estradowej, w której znajdowały się również materace oraz dostęp do szkolnej kuchni i stołówki oraz łazienek.

9.08 Następnego dnia mieliśmy okazję zwiedzić miasto dzięki drużynowemu i przybocznemu wspomnianej wcześniej drużyny. Chłopaki oprowadzili nas po najważniejszych miejscach skończywszy na Twierdzy Dyneburg. Pośród tych fortyfikacji nagraliśmy filmy, które były naszym wkładem w organizowaną przez Ambasadę RP na Łotwię akcję „Narodowe Czytanie”. Polacy na Łotwie czytali w tym roku fragmenty „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego i my również nagraliśmy kilka filmików z tym utworem. Nasze starania można znaleźć na fanpage’u Ambasady RP na Łotwie. (Przez tego fanpage’a można się również z Ambasadą skontaktować.)

Popołudniu mieliśmy przeprowadzić zajęcia dla dzieciaków z drużyny harcerskiej. Niestety, ani my, ani kadra drużyny nie przewidziała, że tak wiele dzieci wyjedzie na wakacje do Polski. Minęliśmy się z harcerzami, ale ponieważ zapowiedzieliśmy dalszą współpracę z drużyną liczymy, że uda się nam jeszcze jakoś im za to przyjęcie się odwzajemnić. Zamiast tego kadra drużyny zabrała nas tramwajem nad jezioro znajdujące się tuż przy mieście. Tramwaj był zaskakujący na dwa sposoby: w łotewskich tramwajach nie znajdziecie kasowników ani automatów biletowych, natomiast szybko znajdzie Was osoba, która funkcję tych dwóch urządzeń pełni. Drugą ciekawą rzeczą było to, że tramwaj przejeżdżał przez środek lasu niemalże do samego jeziora – zatem był to tani i bardzo uniwersalny środek transportu!

Cudowną odmianą dla gotowania samemu był obiad, który mogliśmy zamówić w szkolnej stołówce przy okazji tego, że przygotowywała posiłki dla półkolonii. Mieliśmy dodatkowe udogodnienie w postaci tego, że obiad był fundowany przez Ambasadę. Jak się później okazało zapewniono nam również jedzenie na wieczornego grilla, na który zaprosiliśmy Parlament Uczniowski szkoły, w której nocowaliśmy. Ponownie zawarliśmy nowe znajomości i mieliśmy okazję podziękować im za przyjęcie nas w swoje progi. Ponieważ litewscy i łotewscy uczniowie często przyjeżdżają do Polski, w tym do Warszawy, na pewno będziemy mieli okazję przedłużyć z nimi znajomość.

10.08 Kolejnego dnia ruszyliśmy do Rygi autobusem (jechaliśmy z firmą Nordeka, która od każdej sztuki przewożonego bagażu liczy sobie dodatkową opłatę do biletu w wysokości 1,5€).

Na dworcu szybko wskoczyliśmy w mundury i udaliśmy się do siedzimy Ambasady RP na Łotwie mając wreszcie okazję poznać osobiście osoby, które pomagały nam przy organizacji obozu. Pierwsza część spotkania przebiegła dość oficjalnie, ale szybko przełamaliśmy pierwsze onieśmielenie i po krótkim wprowadzeniu do tego jak działa Ambasada mogliśmy skorzystać z poczęstunku i opowiedzieć o przebiegu naszego obozu. Wśród osób, które nas przyjęły była pani Irena, która prowadziła polską audycję w radiu łotewskim i przeprowadziła z nami krótki wywiad. Spotkanie zakończyliśmy wspólnym śpiewaniem i zawiązaniem kręgu, w końcu wśród pracowników Ambasady byli również byli instruktorzy ZHP (jak widać jesteśmy wszędzie!).

Zakwaterowaliśmy się w hostelu Victory Park Hostel, który był w danej chwili najtańszym hostelem dostępnym w Rydze według serwisu Booking.com, ok. 8 za noc. Hostel był w porządku – właściciele widząc że jesteśmy harcerzami nawet nie chcieli brać od nas kaucji, wierząc w naszą harcerską uczciwość. Na każde piętrze znajdowały się dwie łazienki i kuchnia, a pokoje były zazwyczaj 6-osobowe.

To, że nocowaliśmy w hostelu było ostatecznością – w Rydze jest również polska szkoła (w której nie mogliśmy nocować, ponieważ dyrektor był na wakacjach i nie chciał podejmować tej decyzji zdalnie) oraz skauci, którzy mogli by nam pomóc, ale w tym czasie również byli na własnym obozie i nie mogli nam pomóc. Kontakt do osób odpowiedzialnych można otrzymać za pośrednictwem Ambasady.

11.08 Tego dnia wreszcie opuściliśmy miasta i wybraliśmy się na naszą pierwszą wędrówkę do Parku Narodowego Gauja, który jest największym i najpopularniejszym parkiem narodowym na Łotwie. Znajduje się godzinę drogi od Rygi – my dojechaliśmy autobusem do Siguldy, która pełni rolę kurortu zimowego kraju, bo tylko tam znajdują się wzgórza wystarczająco wysokie, żeby można było otworzyć jakiekolwiek stoki narciarskie.

Wędrówkę rozpoczęliśmy od dotarcia do ruin zamku w Turadzie, które są dużym kompleksem budowli i ogrodów, a z wieży zamkowej można podziwiać panoramę parku z widokiem na rzekę Gauja, która ciągnie się przez cały teren chroniony. Następnie ruszyliśmy szlakiem w stronę Ligatnes. Posługiwaliśmy się mapkami, które były dostępne za darmo w punkcie turystycznym przy stacji kolejowej w Siguldzie. Jest duży wybór materiałów turystycznych: od szczegółowych planów miast do folderów zawierających informacje na temat całego parku. Na mapkach oznaczone są również niestrzeżone i darmowe pola namiotowe, które nie posiadają żadnych sanitariatów, ale są dogodnymi miejscami na nocleg na szlaku.

Szlaków nie ma zbyt wiele, dlatego brak jest oznaczeń na drzewach takich jak w Polsce. Każdy skręt jest oznaczony strzałką i wizerunkiem wędrowca lub rowerzysty, przy polach namiotowych można zobaczyć mapkę razem z szacowanym czasem przejścia konkretnych fragmentów szlaku, a i w trakcie wędrówki zdarzają się drewniane drogowskazy z informacją o przebytych kilometrach.

W sumie tego dnia przeszliśmy około 30 kilometrów (licząc z dojściem do Turaidy) i rozbiliśmy się mniej więcej w połowie drogi między Siguldą a Ligatnes.

12.08 Drugiego dnia wędrówka poszła nam znacznie szybciej, ponieważ przez większość czasu szliśmy lasem, a trasa była lekko pagórkowata – nie było więc nudno, ale też nie bardzo męcząco. Jedyne co dało nam się we znaki to chmary gzów i komarów. Wędrując cały dzień przy rzece warto pamiętać o ochronie przed owadami, chociaż przy takich ilościach ciężko się jakkolwiek obronić. Dotarliśmy do granicy Ligantes, gdzie znajduje się rezerwat dzikich zwierząt, takich jak niedźwiedzie, łosie, lisy i do 10-ciu innych gatunków umieszczonych na półzamkniętych wybiegach. Trasa po rezerwacie ma długość około 4 kilometrów, a koszt wstępu wynosi ok. 2 dla uczniów lub studentów.

Rozbiliśmy się na polu namiotowym „Canoe Camping” w Ligatnes, zaraz nad rzeką. Cena za nocleg od osoby to 6, a za namiot 3. Dość drogo, ale po pierwsze chcieliśmy się umyć po wędrówce, a po drugie – zaraz po rozbiciu namiotów dopadła nas tak szalona ulewa, że gdybyśmy nie mieli budynku, do którego można się schować to musielibyśmy rezygnować z kolacji. Zatem czasem warto przepłacić.

13.08 Z Ligatnes wróciliśmy do Rygi, a tam po uzupełnieniu zapasów w Rimi, wsiedliśmy od razu w pociąg do Dubulti. Dubulti jest stacją w mieście Jurmała, które jest łotewskim kurortem ciągnącym się przez 30 kilometrów wybrzeża, pół godziny drogi od stolicy. Chcąc odpocząć nieco po wędrówce około południa rozbiliśmy się spokojnie na polu namiotowym „Jurmala”, kilka kroków od plaży. Skorzystaliśmy ze słonecznej niedzieli jedząc obiad na wypasie, opalając się i grając w karty na plaży. Każdemu harcerzowi należą się wczasy!

14.08 Powrót do wędrówek, czyli znowu odwiedzamy Park Narodowy. Sąsiadująca z Jurmałą od wschodu miejscowość Kemeri jest dosyć wyludnionym miejscem, w którym oprócz sanatorium nie ma zbyt wiele życia.

Wysiedliśmy na stacji kolejowej i udaliśmy się prosto do Parku Narodowego Kemeri, który jest bardzo niewielki ale bardzo efektowny. Można podziwiać w nim bagna, które wbrew powszechnym wyobrażeniom o ponurych moczarach są niezwykle malownicze i stanowią bardzo niecodzienny krajobraz. Szczególnie zjawiskowy był widok z wieży, która stoi na środku trasy. Po Parku należy poruszać się po drewnianych kładkach, nie tylko dlatego, że deptanie po podłożu mogłoby je zniszczyć, ale również dlatego, że można się w nim zatopić. Wędrówka nie trwa jednak długo – cały park można obejść w niecałe 2 godziny.

Po zobaczeniu bagien przespacerowaliśmy się jeszcze przez opuszczone miasto aż do jeziora, nad którym chętnie posiedzielibyśmy dłużej, ale gonił nas czas. Wobec tego szybko zawróciliśmy i wsiedliśmy w pociąg do Rygi, gdzie ponownie zakwaterowaliśmy się w hostelu.

15.08 Rano naszedł czas podsumowań – ponieważ był to już ostatni dzień naszego obozu rozpoczęliśmy go apelem. Następnie pojechaliśmy na dworzec kolejowy, żeby wrzucić plecaki do skrytek na bagaż i ruszyć wreszcie na zwiedzanie Rygi.

Tak się złożyło, że niemalże cała starówka była w trakcie remontów, ale mimo wszystko udało nam się uchwycić nieco z wyjątkowości tego miasta. Spacer trwał ok. 2 godzin, odwiedziliśmy najbardziej reprezentatywne miejsca w stolicy i ruszyliśmy na wspólny obiad, a następnie chwilę czasu wolnego na zakup pamiątek.

Dzień był krótki, bo już o 18:00 wsiedliśmy w autobus do Warszawy, który odjeżdżał z dworca autobusowego w centrum miasta. Jechaliśmy przez całą noc, przejeżdżając ponownie przez Wilno i Kowno…

16.08 …a o piątej rano będąc już w Warszawie!

Podsumowując: cudownie było zobaczyć wiele pięknych miejsc i dostrzec różnice pomiędzy obydwoma krajami, które często jako kraje bałtyckie zlewają nam się w jedno. Najważniejsze dla nas jednak było poznanie tak wielu fantastycznych osób i spędzenie z nimi czasu, dlatego na podstawie naszego doświadczenia zachęcamy, żeby nie jechać tylko do miejsc, a przede wszystkim do ludzi, co jest tym bardziej fascynujące, gdy wybieramy się za granicę!

komendantka obozu: phm. Aleksandra Chrustek (olachrustek(at)gmail.com)

PASSWORD RESET

Zaloguj się